MSP-BLOG

Piąty do brydża – cz.3

ID-100111979Jeszcze tego dnia dzielimy się na zespoły lustrujące i sprawdzające poszczególnych żoliborskich klientów Janusza L. wraz z ich mieszkaniami. Ustalamy najważniejsze zadania. Po pierwsze odnalezienie problematycznego klienta, do którego denat mógł w piątek dotrzeć pieszo Po drugie, szukanie posiadaczki blond włosów oraz mieszkań z jakimiś śladami solidnego czyszczenia, sprzątania, a może remontu.

Teraz już wiemy, opierając się o szczegółowe analizy biegłych, że istnieje spore prawdopodobieństwo, iż ćwiartowanie, schłodzenie, a następnie pakowanie szczątków mogło mieć miejsce w jednym pomieszczeniu. Biegli przypuszczają też, że śmierć nastąpiła przez gwałtowne uszkodzenie mózgu, ale głowy przecież dalej nie mamy.

No i cały czas niepokoi motyw zbrodni, a w zasadzie jego brak.

Z uwagi na upływ czasu, jesteśmy prawie pewni, że ewentualne miejsce zabójstwa, zostało dokładnie uprzątnięte. Żeby odnaleźć ślady musimy więc szukać strzępków, zakrzepłej krwi, a najpewniej śladów ludzkiego białka, bo to doskonale fosforyzuje przy zastosowaniu pewnej policyjnej procedury. Jednocześnie dzięki pomocy gdańskich policjantów mamy też próbki materiałów, z którego wykonane było ubranie denata.

Jednak licząc się z zacieraniem śladów, by cokolwiek wygrzebać, musimy dokładnie mieszkanie przeszukać. A w zasadzie zdemolować, bo w jaki inny sposób odnaleźć mikroskopijne fragmenty materii, jeżeli ktoś wcześnie pucował do upadłego. Przecież mogą być w szczelinie między panelami, na fudze glazury, w załamku wanny, brodzika, w szwie dywanu wreszcie. Niezbędna będzie więc decyzja prokuratora. Ale przecież nikt nie pójdzie na to, by zezwolić na zdemolowanie siedmiu mieszkań. Uzasadnione, jeżeli przyniesie sukces. Jeżeli nie, policja zapłaci odszkodowanie, a szefowie odpowiednio podziękują.

Od pewnego czasu nasz gdański gość, już przytomnie, obserwuje i słucha. Wreszcie przemawia ludzkim głosem:

– Słuchajcie, a jeżeli on nigdzie nie doszedł. Dopadli go na ulicy. To co wtedy?

– Gówno! – już dawno nie byliśmy tak chóralnie zgodni. Chociaż każdy z osobna kombinował różne alternatywne wersje. Przecież, jeżeli biegli mylą się i faceta zabito w jednym, ćwiartowano w drugim, a mrożono w trzecim miejscu.

No tak. Mamy świadomość ryzyka trzymania się jednej wersji z jednym mieszkaniem. Jednak na ten moment nie mamy nic klarownego. A bieganie ze zwłokami przecież było dla zabójcy, bardziej ryzykowne.

Na nasze szczęście, już pod wieczór, odzywa się gdański prokurator, któremu pracodawca denata zeznał, że ten wspominał o agresywnym kliencie, niezadowolonym z jakości wymienionych okien, I, że polecił jemu, by nie przyjmował reklamacji, bo klient najwyraźniej wydziwia. Denat miał ponoć odpowiedzieć, że nie będzie łatwo.

Odzywają się też informatycy analizujący laptopa Janusz L. Meldują o licznych wykasowaniach korespondencji, ale nie mają niczego szczególnego.

Z samego rana ruszamy z lustracją wytypowanych mieszkań, no i oczywiście ich lokatorów. Dajemy sobie na to tydzień.

I był to cholernie długi tydzień.

Zaskakuje nas, że klientela denata, może stanowić kapitalną reprezentację obecnych mieszkańców Warszawy. Od „przesiedleńców” z innych stron kraju, po emerytów związanych z Warszawą całym życiem.

De facto, dwa emeryckie mieszkania, już na samym początku wykreślamy z list „podejrzanych”. Mieszkają w nich małżeństwa, które z trudem radzą sobie z codziennymi obowiązkami. A „nasze” zabójstwo wymagało przecież sporej kondycji.

Zostaje więc pięć. W trzech mieszkaniach żyją młode rodziny z dziećmi, a w dwóch kawalerkach, samotnie: kobieta i mężczyzna.

Wszyscy zgodnie dziwią się naszej wizycie i opowiadają, jak pan Janusz rozlepił ogłoszenie na klatce schodowej mówiące o możliwości wymiany okien na szczelne ,plastikowe. Następnie chodził od mieszkania do mieszkania i opowiadał o walorach okien.

Relacjonują, jak się decydowali, bo gdańska cena była lepsza, od oferowanej przez tutejsze firmy. Jak pan Janusz mierzył i rysował okna i podawał do podpisu druki umów. I jak po kilku dniach docierali monterzy. Jak nabrudzili, ale w sumie okna solidnie powstawiali. Jedyne zastrzeżenie co do jakości roboty, miała rodzina z dwójką dzieci – powiedzmy, państwo Zielińscy i samotnie mieszkający mężczyzna – powiedzmy, pan Jerzy, który dodatkowo miał złożyć formalną reklamację.

Sprawdzamy kopie umów. Nie wszyscy mogą je odnaleźć. Staramy się więc odtworzyć kolejność wizyt pana Janusza. Trochę z oporami, ale zaczynają nam układać się ostatnie dni denata.

Jednocześnie gdańska policja przesłuchuje robotników pracujących przy zleceniach zdobytych przez Janusza. Sprawdza w firmie kopie umów. Potwierdza się kolejność prac, potwierdza się, że u państwa Zielińskich dokonano ponownej regulacji okien. Nie ma natomiast formalnego potwierdzenia reklamacji złożonej przez pana Jerzego.

Ustalamy z absolutną pewnością, że ostatnie kontakty biznesowe denata, dotyczyły wymiany okien właśnie u pana Jerzego i w kawalerce pani Marzeny (imiona z oczywistych względów zmieniono) wiodącej ponoć samotne życie singielki. Dodatkowo, jak zauważamy, oba mieszkania są po gruntownych remontach. Z malowaniem ścian, wymianą paneli podłogowych, położeniem glazury, zakupem nowych dywanów i części mebli.

Pan Jerzy to wdowiec z zawodu ślusarz. Ma w pobliżu mały warsztat usługowy i pięćdziesiąt dwa lata . Trochę odludek. Nie mamy o nim żadnej wiedzy policyjnej. No, może tylko mandat za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwości. Za to sąsiedzi podkreślają jego agresywny sposób bycia i ordynarne odzywki.

Zaś pani Marzena, panna o długich blond włosach, wcale nie wygląda na swoje prawie czterdzieści lat. Dyplomowana pielęgniarka, pracująca w stołecznym szpitalu klinicznym. Chodzący wdzięk i spokój. Jednak w policyjnej dokumentacji widać, iż była podejrzewana o składanie fałszywych zeznań w poważnej sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Chroniła w ten sposób swojego ówczesnego konkubenta, który ponownie siedzi w więzieniu. Tym razem za czynną napaść na policjanta. Pytana o te fakty, początkowo wydaje się spłoszona, ale o chwili już spokojnie odpowiada: „… to dawne dzieje, ja już nie utrzymuję z nim kontaktu. Zresztą ponoć znowu siedzi, chociaż w święta dobijał się do moich drzwi. Widać był na przepustce, ale go nie wpuściłam”.

Sąsiedzi wychwalają panią Marzenę, że uczynna i że jak brakuje kogoś do brydża, to można na nią liczyć. I jak na kobietę świetnie gra.

W tych dwóch mieszkaniach przebywamy szczególnie długo. Mało tego, wracamy do nich. Mocno irytuje to pana Jurka, zaczyna nawet przeklinać, nie zważając, że w naszym zespole jest policjantka. Za to pani Marzenie chyba wypełniamy czas. Częstuje herbatą i ciastkami. Ta gościnność nie znajduje jednak uznania w oczach naszej koleżanki.

– Ona ma farbowany łeb. I cała jest sztuczna – podsumowuje po wyjściu z mieszkania pielęgniarki.

Po długich negocjacjach dostajemy wreszcie prokuratorskie postanowienie o przeszukaniu obu mieszkań. Chcemy je zrobić równocześnie. Jednak wcześniej wzywamy oboje na formalne przesłuchanie. Takie zawierające uprzedzenie o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.

Oboje przychodzą do komendy punktualnie i prawie równocześnie. Choć, jak sprawdziliśmy, wcześniej nie znali się. Przesłuchanie mają prowadzić doświadczeni dochodzeniowcy.  A więc będą długie.

I były. Co ciekawe z obu protokołów przesłuchań wynika jasno, że: Pani Marzena coś ukrywa. Gubi się, gdy jest pytana, czy jej kontakt z denatem ograniczał się tylko do formalnego zlecenia wymiany okien. Za to pan Jerzy ma fenomenalną pamięć i gotowe logiczne odpowiedzi. Nie zastanawia się. Opisuje minutę po minucie, centymetr po centymetrze.

Po przesłuchaniach jesteśmy więc głupsi niż przed. Ostatnia deska ratunku w przeszukaniach obu mieszkań.

T. N.

część czwarta: www.msp-blog.pl/piaty-do-brydza-cz-4

część druga: www.msp-blog.pl/piaty-do-brydza-cz-2

zdjęcie: freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>