MSP-BLOG

Piąty do brydża – cz.5

ID-100203025To nie był błąd. Krew, fragmenty tkanki, włosy z absolutną pewnością należą do Janusza L.

Aż słychać, jak wychodzi z nas powietrze, słychać też westchnienie pana Jerzego, gdy oficjalnie, w obecności prokuratora, okazano mu opinię biegłych. Czyta wolno, uważnie i milczy.

Wreszcie wybucha gwałtownym opisem. Nikt nie protokołuje, nie zdąży. Nagrywamy: ”Tak, ja go zabiłem. Nie chciałem. Chciałem tylko walnąć go w łeb. Za te okna co mi je popierdzielili i wciskali, że ja źle otwieram. Jak to do cholery, ja nie umiem okien otwierać”.

Prokurator, w biegu łapie druk protokołu i oficjalnie stawia mu zarzut zabójstwa. Pyta, czy zrozumiał?

Ślusarz kiwa głową twierdząco. Zaczynają się pytania. Takie regularne przesłuchanie, które stopniowo przechodzi w opowieść. A z niej wyłania się bezmierny banał. A myśmy tak się naorali: Byli więc umówieni w piątkowy wieczór, ślusarz chciał złożyć reklamację, bo skrzydło jednego z okien za nic nie chciało się domykać. Pan Janusz przyszedł trochę spóźniony, akurat, gdy Jerzy w oczekiwaniu, rozłożył sobie pasjansa, na małym składanym stoliczku. Janusz dosiadł się do stołu i zaczął coś mówić o zainteresowaniu brydżem. Jerzy, zdenerwowany oczekiwaniem, zrzucił karty ze stołu, krzycząc – Zajmij się pan lepiej oknem! Pan Janusz ani drgnął, mówiąc, że reklamacji i tak nie przyjmie, okno było dobre, tylko źle użytkowane. Po czym zaczął zbierać karty z podłogi. Jerzy w złości chwyta młotek, który był przygotowany do ewentualnej naprawy okna i bez zastanowienia wali nachylonego Janusza w tył głowy. Coś chrupnęło. Janusz głucho stęknął i upadł. Nie ruszył się już. Nie oddychał. Jakoś poczerwieniał i gwałtownie trupio zbladł.

Ślusarz już wie – zabił! Co teraz? Co teraz zrobić? Nalewa szklankę wódki i wypija jednym łykiem. Rozum jaśnieje. Musi pozbyć się trupa i po wszystkim. Tylko jak. Chłop spory, trzecie piętro, nie ma windy, wokół domy – zobaczą. Zobaczą nawet nocą, jak ciągnąc zwłoki rumoru narobi. – Druga szklana wódy – Już wie, potnie go na kawałki i spokojnie w paczkach wywiezie rowerem i wyrzuci.

Jeszcze nocą jedzie do warsztatu. Zabiera wszelkie piły, dłuta, przecinaki, noże. Resztę nocy spędza na piciu, a zwłoki zawija w dywan.

Z samego rana jedzie do supermarketu. Kupuje duże worki i płachty papieru pakowego. Papier tnie pod wymiar młoda długowłosa blondynka dziwiąc się, że tak wielkie arkusze klient potrzebuje.

Wraca, rozwija dywan i na podłodze zaczyna zwłoki ciąć piłą mechaniczną. Wcześniej jednak biega po sąsiadach uprzedzając, że wziął robotę do domu i będzie trochę rumoru. Krew, strzępy ciała, wnętrzności, odpryski kości walą wszędzie. Pokój, meble i on sam wyglądają, jak po wybuchu bomby. Nigdy tego nie zatrę – myśli – trzeba inaczej – naukowo.

Wraca do supermarketu , jest tam duża księgarnia. I o dziwo z działem medycznym. Kupuje więc trzy tomy książki akademickiej o chirurgii.

Niedziela schodzi mu na uważnej lekturze.

W poniedziałek już wie. Rysuje na zwłokach kreski. Tam będzie łatwiej ciąć. Do blokowania tętnic robi zaciski z dwóch blaszek i sprężyny. Tnie ostrą piłką ręczną do metalu, kości rozcina nożycami. Krwawienie udało się opanować. Nożem specjalnie wyostrzonym wypreparowywuje wnętrzności. Wycięte fragmenty, uprzednio zawinięte w papier, pakuje do lodówki.

W sumie robota zajmuje jeden dzień. Przepracowany solidnie od świtu do zmierzchu. Od wtorku pakuje na rower po dwa worki, które jadąc do pracy wyrzuca w krzaki. Dobre miejsce, lasek, nikt nie widzi. Na końcu głowa, wywala ją do śmietnika obok domu i po godzinie widzi z okna, jak śmieciarka zabiera kontener.

Teraz mieszkanie. Wybiera z konta wszystkie pieniądze. Kupuje lodówkę, dywan, układa panele, maluje ściany i sufit. Stare wystawia na śmieciowisko i w nocy podpala. Szybko przyjeżdża straż, ale tam już tylko okopcona lodówka.

Jest czysto i spokojnie. Nawet okno zaczyna się domykać.

Wszystko psuje przyjazd policji.

I to tyle.

 PS. Nie wiem, jaki wyrok wydał sąd. Nigdy się tym nie interesowałem, chcąc zachować w sobie resztki wiary w sprawiedliwość.

T. N.

część czwarta: www.msp-blog.pl/piaty-do-brydza-cz-4

zdjęcie: freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>